Kolejny mój wyskok ciuchowy uwieńczony został powodzeniem, tak, ostatnie sukcesy w kupowaniu ciuchów, napędziły mnie niesamowitym powerem. Postanowiłam więc powtórzyć tą eskapadę, bo jak wiadomo dobrych ciuchów nigdy za wiele. Tym razem ja namówiłam swoją koleżankę na skok do ciucholandów w naszym mieście. Postanowiłyśmy odwiedzić parę fajnych szmateksów w mieście.
Zaczęłyśmy od tego na rogu Łódzkiej i Piastowskiego. Mały lokal , za to towar świetnej jakości, czysty i dobrze posortowany. Przymierzyłam kilka bluzeczek i wybrałam jedną, śliczną niebieską tunikę. Prezentowała się nadzwyczaj godnie i co najważniejsze nosiła metkę Benetton. Nieźle, prawda? Nie jestem Dodą i nie stać mnie na shopping po Mediolanie. Dlatego taka marka w takim miejscu, to jak dar niebios. Anka, moja koleżanka także nie wyszła z pustymi rękoma, a jakże. Upolowała fajny sweterek z kaszmiru w kolorze zielonym, który pięknie podkreślał jej oczy. Następnym naszym rzutem był sklep nieco większy na Kalinowszczyźnie, ale mówiąc szczerze jakoś nie było w czym wybierać. Owszem, dużo ludzi, dużo towaru, ale takiego dla starszych mam wrażenie. Jakieś zasłony, firany, dziwne powyciągane bluzy i pełno butów. Może akurat źle trafiłyśmy, ale na dzień dzisiejszy ten ciucholand omijam z daleka. Natomiast wcale sie nie zrażam ogólnie, bo uważam że tania odzież, to wspaniała alternatywa dla tych, którzy nie mają na Mediolan, a chcą wyglądać fajnie i modnie.
Jedni kochają zakupy w sklepach z tanią odzieżą, innych odrzuca na myśl o wizycie w tego typu tanich przybytkach. Kto ma rację? Warto czy nie warto? Gdzie leży prawda? Jak zwykle po środku. Co mówią zwolennicy tanich ubrań? Ich głównym argumentem jest niepowtarzalność, oryginalność. Jeśli nie chce się wyglądać jak wszystkie dziewczyny wokół, odziane w różowe spódniczki, takie same topy czy t’shirty, to ciucholand wydaje się być niezłym źródłem, kopalnią wręcz fajnych, odlotowych ciuszków.
Ostatnio oglądałam program „Kawa czy herbata”. Tam, znana zapewne ogółowi prezenterka programu drugiego, Agata Młynarska, z dumą wystąpiła w hippisowskiej bluzce. Co w tym dziwnego? Nic, gdyby nie fakt, że pani Agata publicznie przyznała się iż bluzka owa pochodzi właśnie z lumpeksu. Po czym podała jego namiary i pozdrowiła właścicielkę. Nie mogłam uwierzyć, a jednak. Lumpeksy wchodzą na salony. Moda na ubieranie się w sklepach z tanią odzieżą jak widać nie przemija, wręcz przeciwnie. Nawet w internecie powstają sklepy z odzieżą używaną. Po co? By moc i ta drogą, nie wychodząc z domu robić zakupy. Widocznie taka była potrzeba rynku. Jest popyt, jest podaż.