Kiedy można dostać najlepsze kąski w sklepach z tanią odzieżą, bądź w hurtowniach odzieży uzywanej? Ano wtedy, gdy jest dostawa. Prawda to stara jak świat. Tylko ze to co się wówczas dzieje, przekracza, moje przynajmniej, poczucie dobrego smaku. Ktoś może zapytać, czy w takich miejscach można w ogóle mówić o czymś takim jak dobry smak czy gust? Hmm, dobre pytanie. Wydaje mi się, że tak, że można, bo to my, ludzie, tworzymy owo “zaplecze kultury”, dobre, bądź złe maniery.
Skoro więc już ustaliłam, że lumpeksy nie są obciachowe, jako miejsce, to raczej ludzie je odwiedzający tworzą między innymi ich wizerunek. Zły, dodam. I zniechęcają do odwiedzin. Ok, teraz przybliżę o co mi chodzi, tym mniej zorientowanym. Otóż pisałam już o sytuacji potraktowania nożem pewnej dziewczyny w sklepie z tanią odzieżą. Czemu? Otóż wybrała ciuchy zbyt ładne, więc została zmuszona do oddania ich innej zakupomaniaczce. Zastraszona właściwie. Dobra metoda, bo jak widać skuteczna, a nikt o zdrowych zmysłach nie będzie ryzykował swego zdrowia, czy życia dla paru szmatek. Oczywiście ten przykład to skrajna sytuacja, ale rożne dziwne rzeczy dzieją się w ciucholandach, czego nie uświadczymy w tradycyjnym butiku.
Zobacz cały wpis »
Jak to się dzieje, że niektórzy znajdują w sklepach z używaną odzieżą mnóstwo rzeczy dla siebie, a niektórzy nie potrafią wyłowić w tych miejscach kompletnie niczego? Czy to kwestia wyczucia, smaku, stylu, odpowiednich zdolności, czy też wprawa? A może to podejście danego osobnika decyduje o jakości zakupów. Dajmy na to, jeśli ktoś uwielbia buszowanie w szmatkach, to jego optymizm może się przełożyć na zakupy. Jeśli zaś ktoś podchodzi do zakupów sceptycznie, z góry zakładając klęskę, to i efekt tychże może być mierny…
Kiedyś słowo “szmateks” kojarzyło się z brudem, smrodem i ubóstwem. Czymś, co lepiej ukryć w zaułku, niż wystawiać na pokaz. Dziś lumpeksy spotykamy na głównych ulicach miast. Kolorowe, barwne, widoczne z daleka, z olbrzymimi szyldami. Niemożliwe? A jednak! Tanie sklepy nie mają wcale zamiaru ustępować zwykłym butikom czy sklepom z ubraniami. W stolicy można wręcz mówić o powstaniu całej sieci second handów. Zauważmy, ze mówimy tu o dużym mieście, nie o zapyziałym, wstecznym miasteczku. Jak wspomniałam, właściciele usilnie inwestują w swe „szmaciane” biznesy, bo wiedzą, ze kto nie inwestuje, ten ginie, kto nie wkłada, tez nie wyjmie. Sklepy te zrobiły się tak przyjazne dla klienta, ze czasem mylone są z normalnymi. Czysto, schludnie, pachnąco, w tle relaksująca muzyka. Czego chcieć więcej? I o pomyłkę nietrudno w związku z tym.