Lumpeksy na zachodzie

Grudzień 9th, 2007 by Agata

Tydzień temu odwiedziła mnie moja kuzynka z zachodu. Od lat prawie 7 mieszka w Belgii, nieczęsto bywając w Polsce. Iza załatwiała w kraju rożne sprawy urzędowe, wyrabiała nowy dowód, wymieniała prawo jazdy. Często łaziłyśmy razem robiąc zakupy wszelkiej maści. Od tych spożywczych, po konfekcję. Iza zwróciła uwagę na ceny towarów, mówiąc ze różnice w tychże miedzy zachodem a Polską wcale nie są znaczące. I nie ważne, że tam zarabia się dwa razy tyle. Cóż ściana wschodnia, jak zwykle jest traktowana jak odbyt Europy…

W czasie naszych eskapad sklepowych natrafiłyśmy na dostawę świeżych szmatek do przylegającego do osiedlowego supersamu sklepu taniej odzieży. Ot, zwykły ciucholand. Iza opowiedziała mi jak odbywa się to “u nich”.

Nikt tam, jak tu w Polsce nie rzuca się na towar, jak wygłodniałe zwierzę. Odbywa się to w zupełnie innej, przyjaznej atmosferze. Izka z niedowierzaniem wprost słuchała moich opowieści o wyrywaniu ciuchów podczas dostaw. Mówiła, że tam rzeczy są naprawdę tanie, ale że głównie ubierają się w nich obcokrajowcy (Polacy np.) Jeśli Belgusy, to raczej to starsze pokolenie. Różnica w cenach miedzy tym co w sklepach, a tym co oferują tamtejsze szmateksy też jest kolosalna. Może dlatego właśnie taki najazd na nie starszej generacji. Tam młodzi ubierają się w butikach.

Śmieszną puentą niech będzie historia, którą mi opowiedziała. Otóż na głównej wystawie chodliwego lumpeksu w Brukseli widnieje czerwona bluza… z białym orłem. Hmm.. polski akcent i już wiadomo o co chodzi i kto tam chodzi :-)

A jak Drodzy Podróżnicy wygląda to u Was? Podzielcie sie spostrzeżeniami.

Poczytasz o podobnych rzeczach tutaj:

Artykuł w kategorii Odzież używana | Nie ma komentarzy »

Napisz komentarz

Proszę zauważ: Moderacja komentarzy może zająć mi chwilkę. Nie ma potrzeby, byś wysyłał swój komentarz ponownie.