Oto, co opowiedziała mi koleżanka, która miała tę „przyjemność” być na tzw. dostawie świeżych ciuchów do sklepu z tanią odzieżą. Otóż Ania ma swój jeden ulubiony szmateks, w którym nie ma tzw. dni z dostawami. Tam na bieżąco są dokładane rzeczy, a w zasadzie dorzucane do skrzyń. Sposób w jaki to się odbywa jest przekomiczny, choć pewno dla samych uczestników sytuacji niezmiernie ważny, a nawet rzekłabym frustrujący. Pracownik sklepu wchodzi do przyległej hurtowni odzieży używanej. I to dla zwiedzających sklep jest już znakiem, że już, zaraz będzie ta długo wyczekiwana chwila, godzina, zero.
Przygotowani mentalnie powoli ustawiają się wokół skrzyń z odzieżą. I tu jest problem, bo jest tych skrzyń kilka, dokładanie 5, a przecież człek się nie rozdwoi. Owszem, należy zabezpieczyć się, ale inaczej. Rasowi przepychacze zatrudniają swoją rodzinę, każdy z nich obstawią jedna skrzynkę. Owa przezorność, której z grzeczności pazernością nie nazwę, przynosi efekty, bowiem jest większe prawdopodobieństwo upolowania jak największej ilości ciuchów. Tu nie o jakość bowiem idzie, przepychacz idzie na całość i jest niejako „hurtownikiem”. Jakość sprawdzi się potem, najpierw trzeba dostać się do żłoba, czyli tam gdzie dają jak najwięcej. Wracając do obrazka rodzajowego – gdy już pracownik, a w zasadzie pięciu rosłych chłopów, wychodzi z wspomnianej hurtowni odzieży angielskiej, ludzie ciaśniejszym coraz łukiem obejmują skrzynie i zanim pracownicy dojdą do skrzyń, klienci już stoją z rękoma w górze. W myśl zasady – przezorny zawsze zabezpieczony. Hurtownicy znając owe gesty na pamięć, jak rasowi koszykarze z NBA wykonują zamaszysty ruch ręką i rzucają ubrania do koszy, ale oczywiście nie dane im jest w nim się znaleźć. Po drodze bowiem jest las rąk, które łapczywie chwytają każda rzecz. Odnoszę nieomylne wrażenie, iż ta cala sytuacja owych panów bawi, że stanowi miłe urozmaicenie codziennego, nudnego dnia pracy. Oczywiście zdarzyć się może i tak bywa, ze dwie osoby łapią jedzą rzecz. I co wówczas się dzieje? Otóż wówczas mamy do czynienia z prawem naturalnym, prawem dżungli – wygrywa silniejszy. Przy okazji, ktoś kogoś stratuje nadepnie, ktoś komuś napyskuje, ktoś mu odpowie równie poetyckim językiem.
Słowem – sielanka.
Jeśli jesteś w pobliżu, a nie chcesz walczyć o ubrania, uciekaj, bo przepychacze mogą zrobić ci krzywdę! Niezły „obrazek” – prawda? Aż trudno uwierzyć, iż prawdziwy, ale polski, nasz… Samo życie. Tylko ciuchy zagraniczne.