Kiedyś słowo “szmateks” kojarzyło się z brudem, smrodem i ubóstwem. Czymś, co lepiej ukryć w zaułku, niż wystawiać na pokaz. Dziś lumpeksy spotykamy na głównych ulicach miast. Kolorowe, barwne, widoczne z daleka, z olbrzymimi szyldami. Niemożliwe? A jednak! Tanie sklepy nie mają wcale zamiaru ustępować zwykłym butikom czy sklepom z ubraniami. W stolicy można wręcz mówić o powstaniu całej sieci second handów. Zauważmy, ze mówimy tu o dużym mieście, nie o zapyziałym, wstecznym miasteczku. Jak wspomniałam, właściciele usilnie inwestują w swe „szmaciane” biznesy, bo wiedzą, ze kto nie inwestuje, ten ginie, kto nie wkłada, tez nie wyjmie. Sklepy te zrobiły się tak przyjazne dla klienta, ze czasem mylone są z normalnymi. Czysto, schludnie, pachnąco, w tle relaksująca muzyka. Czego chcieć więcej? I o pomyłkę nietrudno w związku z tym.
Ostatnio wyczytałam gdzieś, iż pewien elegancki pan zdziwiony był tym, iż sklep nie posiada czytnika kart kredytowych. Marynarka więc i spodnie, które wybrał, musiały tym razem wrócić na swoje miejsce.
Zobacz cały wpis »
Ostatnio oglądałam program „Kawa czy herbata”. Tam, znana zapewne ogółowi prezenterka programu drugiego, Agata Młynarska, z dumą wystąpiła w hippisowskiej bluzce. Co w tym dziwnego? Nic, gdyby nie fakt, że pani Agata publicznie przyznała się iż bluzka owa pochodzi właśnie z lumpeksu. Po czym podała jego namiary i pozdrowiła właścicielkę. Nie mogłam uwierzyć, a jednak. Lumpeksy wchodzą na salony. Moda na ubieranie się w sklepach z tanią odzieżą jak widać nie przemija, wręcz przeciwnie. Nawet w internecie powstają sklepy z odzieżą używaną. Po co? By moc i ta drogą, nie wychodząc z domu robić zakupy. Widocznie taka była potrzeba rynku. Jest popyt, jest podaż.
Niedawno spotkałam się z następującym stwierdzeniem: nie chodzę do lumpeksów, bo wstydzę się, że ktoś mnie zauważy przez szybę… I nie są to opinie tylko ludzi młodych. Tak, wielu z nas boi się śmieszności nawet nie zdając sobie z tego sprawy, podświadomie jednak czujemy presje społeczną i wolimy szerokim łukiem omijać miejsca „podejrzane”. Lumpeksy także. Bo ktoś zobaczy, bo presja społeczna, bo wyśmieją, bo reputacja, bo pomyślą, że nie stać mnie na normalne ubrania, a to oznacza, że spadliśmy niejako w hierarchii społecznej, że nie powodzi się nam tak dobrze. A prawda jest taka, że z usług takich miejsc korzystają ludzie różnego stanu i nie zależy to od zasobności ich portfela.
Ubieranie się w sklepach z odzieżą używaną to swego rodzaju sztuka. By zdobyć coś dobrego gatunkowo, a jednocześnie oryginalnego i w naszym stylu. Bo to właśnie jest kluczem w szukaniu odzieży w takowych miejscach – własny styl.